TŁUMACZENIA DLA BIZNESU

Translacja w zakresie najważniejszych
języków europejskich

czytaj więcej
COPYWRITING I CONTENT MARKETING

Tworzenie treści promujących firmy,
produkty i usługi

czytaj więcej
KREOWANIE WIZERUNKU FIRM I OSÓB

Budowanie korzystnego wizerunku
medialnego

czytaj więcej

 Czas na książkę dla dzieci

 dziecko
Zachęcić dzieci do czytania nie zawsze jest łatwo. Trudno też o pewność, że to, co dzieci czytają najchętniej, faktycznie czegoś je uczy. Spotkałam się ze stwierdzeniem, że ten, kto używa umiejętności czytania do poznawania bezwartościowych treści, niczym nie różni się od analfabety. Teza dosadna, ale prawdziwa.
Pracując z dziećmi, rozwijam u n ich różne umiejętności. Dzieci uczą się czytać, pracują nad gramatyką, fleksją, wzbogacają słownictwo, rozwijają wyobraźnię twórczą. Praktyka pozwala mi obserwować rezultaty obcowania z różnymi tekstami literackimi. Nie jest wcale dziwny fakt, że najlepsze efekty nauki osiąga się prezentując dziecku utwory, które je zafascynują. Ponadto warto starać się, by dziecko odnosiło z poznawania tekstu dodatkowe korzyści, takie korzyści, których podczas czytania nie jest do końca świadome. Muszą być to zatem słowa, które wzbudzają ich zainteresowanie na różne sposoby i na różnych poziomach po to, by przyjemne zaciekawienie motywowało je do dalszego poznawania literatury, do pracy z tekstem, rozważania jego problematyki, analizowania poszczególnych elementów.

Jak wybrać odpowiedni tekst? Tekstów wartościowych naprawdę nie trzeba daleko szukać. Istnieją one od stuleci. Przetrwały tak długo właśnie dlatego, że ich zalety są nieocenione. Można powiedzieć, że o ich wyselekcjonowaniu spośród mnóstwa krążących opowieści zadecydowała reguła naturalna. Jedne opowieści zaginęły w pomroce dziejów, inne, przekazywane z ust do ust, przetrwały do dnia dzisiejszego. Przetrwały po to, by bez problemu można było wydać je drukiem, opatrzyć różnorodnymi ilustracjami i rzucić na półki setek księgarń. Przetrwały po to, by wytwórnie filmowe przybliżały je na ekranach milionom młodych widzów. Przetrwały również po to, by – niestety – okrajać ich treść, eliminować mocniejsze fragmenty i prezentować czytelnikom i widzom w przesłodzonej formie, wyjaławiając tym samym zupełnie ich wymowę. Baśnie – gdyż o nich mowa – znane są chyba wszystkim, jednak dziewięćdziesięciu dziewięciu procentom dzieci i dorosłych znane są z cukierkowych realizacji Disneya oraz licznych książkowych przetworzeń. Znane są w postaci mocno ocenzurowanej, znane są jako forma pozbawiona treści. Wybitny austriacki pedagog, psychoanalityk i psychiatra dziecięcy, Bruno Bettelheim, w swojej pracy Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach i wartościach baśni twierdził, iż wersja ocenzurowana (upiększona i spłaszczona) baśni w porównaniu z jej pierwowzorem jest jak streszczenie wierszy w zestawieniu z oryginalnym tomem poety. Znane większości dzieci wersje baśni pozbawione są wszelkich głębszych znaczeń, są pustą rozrywką. Moim zdaniem warto zapoznawać dzieci z tekstami o niezaprzeczalnych walorach, warto mieć pewność, że ta krótka chwila spędzona na obcowaniu z książką (od której wolą przecież świat multimedialny) wniesie coś dobrego w ich codzienność. Bardzo dobrze jest też, jeśli przeczytany lub usłyszany tekst wywoła w nich jakąś emocję i reakcję: zdziwienie, fascynację, strach, ciekawość, obrzydzenie etc. Dzięki temu można mieć nadzieję, że w którymś momencie przyszłości sięgnie ono ponownie po literaturę, gdyż będzie wiedziało, że świat zadrukowanych kartek papieru może być źródłem wewnętrznego poruszenia.

W swojej pracy z dziećmi chętnie korzystam z zasobów baśni w ich oryginalnych wersjach i zauważam, iż jest w nich magia zdolna oczarować zarówno trzylatka, jak i trzynastolatka. Nie jest prawdą, iż baśnie nadają się tylko dla maluchów. Świadczyć o tym może choćby fakt, iż niektóre baśnie braci Grimm oraz Andersena pojawiają się w wydanych przez jedne z najbardziej zaufanych wydawnictw związanych z rynkiem edukacyjnym, Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne oraz PWN, podręcznikach dla szkół podstawowych oraz gimnazjów. Z konieczności jednak (podręcznik musi zapoznawać z różnorodnym dorobkiem literatury polskiej i obcej) w podręcznikach baśni jest niewiele (niekiedy jedna lub dwie, czasami zamiast baśni są legendy). Należy przy tym dodać, że baśnie braci Grimm to opasłe 2 tomy, niemalże tysiąc stron zapisanych opowieści. W praktyce zatem dziecko czy nastolatek nie pozna dzięki edukacji szkolnej wielu baśni w dobrym, nieupiększonym wydaniu, o ile rodzic sam o to nie zadba. O tym, że baśnie mogą być wciągającą lekturą dla starszych dzieci (10-13 lat) nie decyduje tylko fakt ich występowania w podręcznikach. Oceny dokonać można także samodzielnie. Jeśli przyjrzymy się zbiorowi baśni uważnie, odkryjemy, że rzeczywistość baśni to znacznie więcej, niż znany wszystkim Czerwony Kapturek, Królewna Śnieżka i Kopciuszek, czyli opowieści kojarzone z bajkami na dobranoc dla pięciolatków. Istnieją baśnie, których wymowy, a przede wszystkim humoru pięciolatek mógłby nie zrozumieć i nie docenić, a które nawet dla dorosłego są rozrywką na miarę kabaretu. Na przykład w baśni „O takim, co wyruszył w świat, żeby nauczyć się bać” tytułowy bohater, chcąc wreszcie poczuć dreszcz przebiegający po skórze, szuka strasznych zjawisk. Jednak posadzony przy wisielcach lituje się nad biedakami, zdejmuje je z szubienicy, sadza przy ognisku „bo im pewnie zimno tam na górze”, upomina, żeby uważały, by sobie ubrań ogniem nie przypalić, po czym irytuje się, bo te małomówne głuptasy i tak pokładały się przy ognisku i ogień zaczął zajmować im ubrania. Ostatecznie znudzony towarzystwem odwiesza wisielce na miejsce i idzie szukać mocnych wrażeń gdzie indziej.
Cóż jednak wartościowego mają w sobie owe opowieści i dlaczego warto sięgać po ich nieprzetworzone tłumaczenia? Dziecko, zanim dojrzeje intelektualnie, nie jest w stanie zrozumieć pojęć abstrakcyjnych i tez zrozumiałych dla dorosłego. Jego umysł funkcjonuje zupełnie inaczej. Wykształcanie się dojrzałego pojmowania swego wnętrza oraz pojęć o świecie jest wprost proporcjonalne do rozwoju ciała – wymaga długich lat. Nie oznacza to jednak, że młody człowiek nie jest zdolny niczego pojąć. Trzeba jedynie przemawiać do niego w języku zrozumiałym dla jego umysłu. Językiem tym jest język obrazów. Wszelkie zawarte w baśniach treści przekładane są z języka abstrakcyjnego na ten właśnie język. Zostają jednocześnie jak najbardziej uproszczone i ukazane poprzez sugestywne działania bohaterów. Dobro i zło muszą być dla dziecka niemalże namacalne, muszą wyrażać się poprzez wyraźne czyny przynoszące jakiś skutek. Kreowane w baśniach obrazy pobudzają wyobraźnię dziecka w taki sposób, aby samo odnalazło w usłyszanej lub przeczytanej historii najgłębszy sens. Nie są przy tym zniechęcającym, nachalnym moralizowaniem. W ten sposób dziecko już od najmłodszych lat gromadzi zasoby wewnętrzne, które pozwolą mu stawiać czoło otaczającemu je światu. Przygotuje je na to, iż los przyniesie ze sobą przeciwności i, że walka z nimi go nie ominie. Być może właśnie przekazanie dzieciom tej prawdy jest dla rodziców trudne i skłania ich do łagodzenia wymowy i przeinaczania treści baśni. Rodzice mający skłonność do nadmiernego chronienia dzieci nie chcą ujawniać im prawdy o tym, że w życiu napotkają nie tylko dobre dusze, ale także ludzi złych, okrutnych, bezmyślnych, egoistycznych, agresywnych. Bardzo często ukrywa się przed dziećmi, że ludzka natura nie jest na wskroś dobra i każe mu się wierzyć, iż świat jest krainą mlekiem i miodem płynącą. Rzeczywistość baśni taka nie jest i dlatego wiele okrutnych obrazów się z niej usuwa, pozbawiając tym samym dziecko możliwości zdobycia życiowej mądrości. W znanej większości ludzi wersji „Królewny Śnieżki” okrutna królowa nie życzy sobie podania na talerzu jako danie główne wątroby młodej królewny, a kłamliwe siostry Kopciuszka nie postanawiają za namową matki oderżnąć sobie palca i pięty po to, by udało się wcisnąć złoty bucik. Czy coś złego stałoby się dziecku, gdyby wytworzyło sobie w głowie takie obrazy? Nie, gdyż obrazy te jasno uświadomiłyby mu zło wewnętrzne wspomnianych postaci. Powtarzam, że dziecko do pewnego wieku nie rozumie pojęć abstrakcyjnych takich, jak „zło”. Ono musi zło zobaczyć w postaci sugestywnego obrazu. Właśnie dzięki takim scenom młody człowiek nie ma najmniejszej wątpliwości co do charakteru bohatera. Ponadto inna, pozytywna postać dzięki swej aktywności, rozmyślności i uczciwości ostatecznie pokonuje czarny charakter (jak Małgosia wpychająca czarownicę do pieca) lub nagrodzona przez tych, którzy potrafią dostrzec i docenić czystość intencji (niczym tytułowa bohaterka „Gęsiarki”). Tylko dzięki tak jasnym i kontrastującym ze sobą zestawieniom cech postaci dziecko nie ma problemu z wyborem bohatera, z którym chce się identyfikować. Następnie, czując się niczym bohater, który jest mu najbliższy, ulega zachęcie obstawania przy słusznej moralnie postawie i aktywnego, samodzielnego działania. Cenzurowanie baśni stwarzać może niebezpieczne problemy. Przytoczę tu przykład, z którym spotkałam się w swojej praktyce. Sześcioletnia dziewczynka, obcując z baśnią „Kopciuszek” wydaną w złagodzonej wersji, niefortunnie opatrzoną ilustracjami pięknie wystrojonych złych sióstr, dokonała szkodliwej dla siebie identyfikacji. Po lekturze „Kopciuszka” zapytała: „dlaczego królewicz nie wybrał tej siostry?”, wskazując przy tym na ilustrację pięknej złej panny w atrakcyjnej barwnej sukience. Dziecko było rozczarowane bajką, gdyż królewicz nie wybrał tej panny, która podobała mu się najbardziej. Nie wybrał złej siostry. Problem w tym, że w owej baśni siostra nie była dostatecznie zła, by dziecko nabrało dość silnego przekonania co do mroczności jej wnętrza. Ta wersja baśni pozbawiona była wszystkich fragmentów, które – zdaniem tłumacza i wydawcy – nie powinny znaleźć się w tekście dla dziecka. Tym samym postaci przestały być dla dziewczynki jednoznaczne, a tekst, zamiast wspomagać rozwój wewnętrzny, mógł mu zaszkodzić. Drastyczne sceny, okrutne, żądne rozlewu krwi postaci i bardzo trudne okoliczności, w których postawiony zostaje główny bohater, są w baśniach po to, by dziecko zyskało świadomość, że walka z bardzo dużymi, niesprawiedliwymi i niespodziewanymi problemami jest w życiu nieunikniona, ale są sposoby, by sobie z nimi poradzić. Receptą jest nie uciekanie przed trudnościami, ale niewzruszone stawianie im czoła, inteligentne działanie i czystość intencji. Dobro w baśni ostatecznie zawsze przecież zwycięża, ale nie dzieje się to bez udziału bohatera – jego przemian, dojrzewania, nauki, aktywności. Młody człowiek dzięki baśniom zyskuje zatem nadzieję na lepsze jutro, co jest silną podstawą dla rozwoju racjonalnych, pozytywnych postaw i dobrym oparciem wobec nieuchronnych przeciwności, jakie przyniesie życie.
Młoda istota ludzka musi być stopniowo przygotowywana na to, z czym zetknie się w dorosłym życiu. Musi być też przygotowana do tego, by coraz lepiej rozumieć swoje własne wnętrze. Rodzic wie doskonale, że takie emocje, cechy i reakcje, jak gniew, lęk, chęć zemsty, zawiść, złośliwość i cała gama tak zwanych złych objawów występuje w różnych sytuacjach z różnym nasileniem u każdego z nas. Dziecko także musi mieć dostęp do tej wiedzy i móc powoli zyskiwać zrozumienie, iż jemu także zdarzy się reagować w ten sposób. Ono podskórnie i tak to czuje: samo przecież kiedyś też uderzyło, przeklęło, skłamało, krzyczało, rzuciło czymś, kłóciło się. Z baśni jednak dowie się, że wszystko to, co uznajemy za naszą „ciemną stronę”, jest co prawda ludzkie, ale uleganie tkwiącemu w nas złu na dłuższą metę prowadzi do sromotnej klęski. Ocenzurowane wersje baśni zbyt często niestety pomijają także element kary. W oryginalnej wersji baśni złym siostrom Kopciuszka ptaki wydziobują oczy, a zła macocha Śnieżki musi tańczyć na jej weselu w rozżarzonych butach dopóki nie umrze w mękach na parkiecie. Inna pojawiająca się w baśniach kara to na przykład cierpienie głodu i nędzy przez resztę życia lub zamknięcie nago w naszpikowanej gwoźdźmi beczce, która jest następnie ciągnięta przez konie, aż czarny charakter nie umrze. Taki wyrok nieświadomie wydała sama na siebie mroczna bohaterka „Gęsiarki”. Kara to przeraźliwa, jednak dziecko musi dostać wyraźny, ujęty w formę obrazu przekaz mówiący, że uleganie tkwiącej w nas skłonności do zła zawsze bardzo źle się kończy. Dzięki temu z czasem zrozumie, że lepiej nie pozwalać na to, by złe emocje zawładnęły nim samym całkowicie. Widząc różnorodne negatywne cechy charakteru oczyma wyobraźni (w postaci obrazów bohaterów) w przyszłości będzie lepiej przygotowane na to, by rozpoznawać zło tkwiące w innych ludziach i w nim samym, chronić się przed nim lub mu zapobiegać.
O walorach baśni można by powiedzieć jeszcze bardzo wiele. Myślę jednak, że to krótkie wprowadzenie do tej tematyki będzie dostateczną zachętą do czytania i podsuwania ich starszym i młodszym dzieciom. Pozostaje zastanowić się, jak znaleźć odpowiednie wydanie baśni i jak sprawić, by dzieci coraz lepiej je poznawały. Tłumaczeń baśni jest bardzo wiele. Spośród tych dostępnych obecnie na rynku wydawniczym mogę zwrócić uwagę na baśnie braci Grimm tłumaczone przez Elizę Pieciul-Karmińską. Wersja ta treściowo nie odbiega od oryginału i jest przy tym językowo przystępna dla dzieci. Z pewnością są także inne wartościowe tłumaczenia.
Co natomiast zrobić, by dziecko odniosło z poznawania baśni największą korzyść? Oczywiście sprawić, by dziecko obcowało z baśniami jak najczęściej. Nie trzeba przy tym ograniczać się do samego czytania najmłodszym lub zachęcać do wielokrotnego czytania starsze (to je znudzi). Gdy dziecko pozna już treść opowieści, można zaaranżować dla niego ciekawą zabawę. Sprawdza się to zarówno w domu, jak i na lekcji. Co można zrobić? Oto przykłady:
  1.       Z dzieckiem w każdym wieku można spróbować zabawy w teatr. Najmłodsze dzieci lubią wielokrotnie bawić się w tą samą zabawę. Łatwo to wykorzystać i zachęcać, by brało swoje zabawki i odegrało z ich pomocą np. „Czerwonego Kapturka” lub inną najbardziej lubianą przez siebie baśń. Starsze dziecko może przygotować teatrzyk kukiełkowy lub samo grać. Wielokrotne powracanie w pamięci do baśni, przypominanie sobie i zapamiętywanie szczegółów sprawia, że dziecko na nowo ją rozważa i może w końcu uchwycić jej sens i wydobyć ukryte wartości.
  2.       Inną zabawą, pomagającą utrwalić treść baśni, jest układanie rozsypywanki. Ta zabawa także nadaje się dla dzieci w różnym wieku, należy jednak dostosować jej formę i poziom skomplikowania do poziomu rozwinięcia przez nie różnych umiejętności, np. zdolności czytania. Dzieciom nie potrafiącym jeszcze czytać przygotujmy kilka kartek, na których symbolicznie zarysowane będą sceny, rekwizyty i postaci z baśni. Zadaniem dziecka będzie samodzielne poukładanie obrazków w odpowiedniej kolejności i odpowiedzenie na pytania: „Co stało się najpierw?”, „Co stało się później?” Później dziecko może uzupełnić rysunki, pokolorować je, dorysować swoje. Jak już wspomniałam, najmłodsze dzieci myślą obrazowo. Taka zabawa zatem szczególnie silnie oddziała na ich wyobraźnię. Starszym dzieciom napiszmy na oddzielnych karteczkach pojedyncze słowa i całe zdania. Ono ułoży je w odpowiedniej kolejności i uzupełni treść.
Wszystkie te zabawy i ćwiczenia sprzyjać mają dziecięcej samodzielnej refleksji. Nie zmuszajmy jednak dziecka, by mówiło o tym, do jakich doszło wniosków i przekonań dzięki baśni. Niech samo zdecyduje czy i kiedy zechce wprowadzić nas w swój wewnętrzny świat. Możemy jednak mieć pewność, że dzięki baśniom ów świat na pewno ulega wzbogaceniu.*
Barbara Celińska
*Część założeń zawartych w artykule nawiązuje do koncepcji opisanych w książce: Bruno Bettelheim, Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach i wartościach baśni, t I, II, PIW, Warszawa 1985. Przeczytaj, by poznać lepiej temat.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *