FIRMA GODNA ZAUFANIA

Współpraca z wieloma polskimi i zagranicznymi klientami.
Doświadczenie w wielu specjalistycznych branżach.
Kompleksowa obsługa.

czytaj więcej
NAJNIŻSZE CENY NA RYNKU

Bardzo atrakcyjne ceny za profesjonalne usługi.
Brak ukrytych kosztów.

czytaj więcej
KOMFORT KLIENTÓW

Bezpłatna i szybka wycena.
Tłumaczenia wykonywane 24 h/7.
Łatwe i wygodne składane zamówień.

czytaj więcej

Najwięksi poligloci

 

Unity and Flags Globe

Tematyka języków obcych i tłumaczeń ma swoje ciekawostki. Jedną z nich są z pewnością osiągnięcia największych poliglotów. Ich sylwetki są co prawda biografiami nietypowymi, a ich umiejętności wielu traktowało jako osobliwość, jednakże zainteresowany czytelnik i wielbiciel języków obcych może próbować naśladować ich techniki. Podpatrywanie cudzych metod nauki i wypróbowywanie ich w praktyce może być inspirującym doświadczeniem dla każdego tłumacza, studenta czy po prostu wielbiciela obcej mowy.
Relacje o osiągnięciach wybitnych poliglotów często mają charakter sensacyjno – anegdotyczny. Należy podchodzić do nich z pewną dozą krytycyzmu. Opowieści o fenomenach językowych zawierają w sobie co prawda wiele faktów, jednak nie wszystkie z nich można niezbicie potwierdzić. Zastrzeżenie to jednak nie umniejsza w żaden sposób emocjonalnej wartości informacji. Anegdotom i przesadzie nie należy się jednak dziwić, gdyż jednostki fenomenalne naprawdę stanowiły rzadkość.
Jakież to jednostki były na tyle obyte z językami obcymi, że nie zapomniano o nich mimo upływu setek, a nawet tysięcy lat? Byli wśród nich zarówno władcy, jak i ludzie ubodzy, którzy sławę zyskali dzięki swym umiejętnościom językowym oraz płynącym z nich odkryciom (jak na przykład odkrycie Troi czy odczytanie hieroglifów).
Najstarszym znanym poliglotą był starożytny król Pontu Mitrydates VI, zwany też Eupatorem albo Dionisiosem (132 – 63 r.p.n.e). Władca ten obdarzony był pamięcią pozwalającą mu opanować 25 języków i rozmawiać bez tłumaczy ze wszystkimi podległymi sobie ludami. Okres starożytny kryje przed nami wiele tajemnic, nie możemy zatem dokładnie przywołać danych o językach, którymi władał król Pontu. Wiemy jednak, że były wśród nich języki pokrewne sobie, zbliżone podobnie jak polski i czeski czy niemiecki i angielski.
Fenomenem był z pewnością Giuseppe Mezzofanti z Bolonii (1774 – 1849). Zdania badaczy na temat umiejętności językowych Mezzofantiego są rozbieżne. Przypisuje mu się znajomość od 76 do 89 języków, z czego około trzydziestoma władał biegle. Był on w swoim czasie swoistą atrakcją Rzymu, przyciągał swoją osobą przeciętnych turystów, jak też wybitne jednostki. G. G. Byron wyraził się o nim: „Mezzofanti jest fenomenem językowym, Briareuszem części mowy, chodzącym poliglotą, który powinien był żyć w czasach Wieży Babel, aby móc być wówczas tłumaczem; to prawdziwy cud pozbawiony zarozumiałości. Badałem jego znajomość wszystkich języków, w których znałem choćby tylko jakieś przekleństwo lub zaklęcie i na Boga, okazało się, że nawet mój język ojczysty zna lepiej ode mnie!”
Zgodnie z różnymi źródłami Mezzofanti znał m.in. języki: albański, arabski, amharski, angielski, aramejski, celtycki, chiński, czeski, duński, hiszpański, francuski, nowogrecki, starogrecki, gruziński, starogruziński, hebrajski, rabinacki, hindustani, holenderski, irlandzki, kataloński, koptyjski, kurdyjski, łaciński, malajski, maltański, mongolski, niemiecki, norweski, polski, portugalski, rosyjski, rumuński, samarytański, sanskryt, sardyjski, słoweński, syryjski, szwedzki, tatarski, turecki, węgierski.
Mezzofanti jest ciekawostką, jednakże sam w sobie nie jest osobowością ciekawą. Jego pasja językowa służyła tylko jemu samemu. Nie przyczynił się on do wzbogacenia nauki i kultury światowej, przeminął niemal bez echa. Zdecydowanie najciekawszymi i najwybitniejszymi postaciami wszystkich czasów byli Francois Champollion oraz Heinrich Schliemann – tłumacz hieroglifów oraz odkrywca starożytnej Troi.
Śledząc dążenia obu tych postaci można wyciągnąć wniosek, iż im więcej samodzielności w myśleniu wykazuje jednostka, tym znamienitszych odkryć może dokonać. Udziałem obu tych ludzi stały się także długie lata spędzone na wytężonej pracy, upór, ignorowanie krytyki, zazdrości czy niechęci innych ludzi, a przede wszystkim samouctwo. Co jest bowiem najważniejsze, te wybitne jednostki szlifowały swój talent samodzielnie. Champollion (1787 – 1832) mimo, iż w wieku pięciu lat recytował z pamięci długie fragmenty mszału, w szkole okazał się miernym uczniem. Na szczęście jego rodzina nie spisał go na straty, lecz potrafiła docenić niezależność myślenia swego potomka. Ten, który w przyszłości odkrył przed ludzkością tajemnice hieroglifów, jako mały chłopiec pobierał indywidualne nauki od kanonika. Gdy chłopiec miał 11 lat duchowny stwierdził, że dorównuje mu wiedzą w zakresie łaciny i greki. Jako 14 – latek Champollion, podczas oglądania zabytków egipskich, dostrzegł hieroglify. Od tej pory niezmordowanie malował je na wszelkich murach niczym oryginalne graffiti. Powzięte wówczas postanowienie, by dowiedzieć się co one oznaczają, przyczyniło się do dokonania w dorosłym wieku odkrycia o przełomowym znaczeniu. Zanim do tego doszło, jeszcze jako nastolatek, samodzielnie nauczył się hebrajskiego, arabskiego, syryjskiego i chaldejskiego. Doszedł wówczas do bardzo ważnego wniosku, że do odczytania hieroglifów niezbędna będzie znajomość języka koptyjskiego. Po to zaś, by mieć dostęp do całej literatury naukowej dotyczącej Egiptu, nauczył się języka angielskiego, włoskiego i niemieckiego. W wieku 18 lat zostaje członkiem Akademii w Grenoble. Studiuje sanskryt i zostaje nastoletnim profesorem języków wschodnich. Otrzymawszy z Londynu kopię słynnego kamienia z Rosetty , zawierającego napis grecko-egipski, prawidłowo odczytuje pierwsze hieroglify (1822 r.). Przed ukończeniem dwudziestego roku życia układa słownik koptyjski. Wkrótce potem pisze dzieło „Egipt za faraonów”, następnie dokonuje poważnego odkrycia w dziedzinie odczytania pisma klinowego i wówczas udaje mu się ostatecznie przetłumaczyć hieroglify.
Znacznie trudniejszy życiowy start miał poliglota, którego pasja językowa zaowocowała wiekopomnym odkryciem – odkopaniem ruin Troi – Heinrich Schliemann (1822 – 1882). O Troi Schliemann myślał już zresztą jako mały chłopiec, stała się ideą przewodnią jego życia. Starożytność była bliska także jego ojcu, o którym późniejszy odkrywca pisze tak: „Choć ojciec mój nie był filologiem ani archeologiem, namiętnie interesował się historią starożytną; często opowiadał mi z wielkim zapałem o tragicznym upadku Herkulanum i Pompei i wydawało się, że za szczęśliwego uważa człowieka. Który miałby środki i czas, aby zwiedzić prowadzone tam wykopaliska. Często, pełen podziwu, opowiadał mi o czynach bohaterów Homera i o wydarzeniach wojny trojańskiej i zawsze znajdował we mnie gorliwego obrońcę sprawy Troi.”
Młody Heinrich zapragnął uczyć się języka starogreckiego. Nie było to wówczas możliwe, więc nauczył się łaciny. Edukacji w gimnazjum nie mógł kontynuować, gdyż jego ojca nie było na to stać. Ukończył jedynie tzw. szkołę realną i otrzymał posadę księgowego. Konieczność zarobkowania zmuszała go jednak do podróży, podczas których uczył się języków obcych: hiszpańskiego, holenderskiego, niemieckiego, angielskiego. Był wówczas biedny, ale mimo to odkładał pieniądze na naukę. Nie stać było go na częste pobieranie lekcji, zatem został samoukiem.
Wypracował własną metodę uczenia się języków obcych. Dużo i głośno czytał, by narządy artykulacyjne przyzwyczaiły się do nowych brzmień. Zamiast ćwiczeń gramatycznych pisał wypowiedzi na dowolne tematy. Dawał je do sprawdzania nauczycielowi, a następnie uczył się ich na pamięć. Nauczyciel, słuchając recytowanego tekstu, poprawiał jego wymowę. Stosując tę metodę, Schliemann opanowywał kolejne języki obce w ciągu kilku miesięcy. Żmudną pracę urozmaicał sobie uczeniem na pamięć książek obcojęzycznych i słuchaniem kazań w językach obcych. W kolejnych latach nauczył się hiszpańskiego, włoskiego i portugalskiego. Przełomem było nauczenie się języka rosyjskiego, gdyż stał się jednym z zaledwie dwojga osób w jego kraju władającym tym językiem. Umiejętności te przyniosły mu zyski w świecie handlu. Jako bogaty kupiec mógł powrócić do idei dzieciństwa – myślał o Troi. Nauczył się języka nowogreckiego i wreszcie – po wielu trudach – martwego języka starogreckiego.
Zastanawiający jest sposób, w jaki Schliemann odniósł sukces w nauce języków, szczególnie w przyswajaniu sobie języka greckiego. Wiele osób latami uczyło się reguł gramatycznych, wyjątków i form, a mimo to trudno im było zbudować prostą wypowiedź. Schliemann samodzielnie opracował metodę, jaka okazała się najskuteczniejsza dla niego samego. We wszystkim, za co się brał, był poszukiwaczem, eksperymentatorem. To właśnie przyniosło mu sukces. Jeśli chodzi o języki obce uznał, że droga ku ich poznaniu wiedzie przez lekturę. Jedną z jego praktyk było uczenie się tekstów na pamięć i ich recytacja, który to zwyczaj nie jeden z jemu współczesnych uznał za dziwactwo: „Schliemann wyobrażał sobie zresztą, że do tego ostatniego celu nie jest konieczny nauczyciel, ale ktokolwiek, jakikolwiek żywy człowiek, który za niewielką opłatą słuchałby jego rosyjskich recytacji. Kolejni kandydaci brali go za wariata i słysząc tę propozycję szybko odeń uciekali. Wreszcie udało mu się zwerbować pewnego starego Żyda z amsterdamskiego getta za cenę dwóch guldenów tygodniowo. Słuchacza mającego już ósmy krzyżyk na karku usypiał monotonny szmer niezrozumiałych wyrazów dziwnej obcej mowy. Wytrzymywał czuwając najwyżej pół godziny, a tymczasem umowa opiewała każdorazowo na dwie godziny. Poliglota widząc, że że starcowi siwa głowa opada na piersi, podnosił głos. Starzec na to czasem drgnął, ale po chwili znów zasypiał. Wówczas Schliemann recytował krzycząc. Tak więc zajęcia te odbywały się raz głośniej, raz ciszej. Przeszkadzało to oczywiście sąsiadom Schliemanna. Dlatego ofiara nauki języków dwa razy musiała przenosić swoje manatki na nowe mieszkanie.” (Jak zostać poliglotą. – Warszawa : Krajowa Agencja Wydawnicza, 1983 )  
Zawód kupca pozwolił Schliemannowi wzbogacić się na tyle, by móc realizować swoje marzenia. Wielokrotne czytanie Homera i studiowanie zawartych tam informacji topograficznych pomogło mu zidentyfikować i odkryć znaczące miejsca, m.in. pieczarę Polifema i wyspę Feaków. Był pewien, że ustalił miejsce starożytnej Troi, jednak nikt nie brał na poważnie człowieka bez tytułu naukowego. Wystąpił zatem do wydziału filologicznego, przedstawiając rozprawę naukową zawierającą wyniki wyprawy po Grecji. Przekazał też swój życiorys napisany po łacinie, po francusku i po grecku. Wywołał zdumienie i bez problemu uzyskał tytuł doktora filozofii.
Język grecki był ostatnim, jakiego Schliemann się nauczył. Od tej pory poliglota oddaje się tylko archeologii i realizuje marzenie z dzieciństwa. Działalność ta została uwieńczona wyjątkowymi wynikami: m.in. odkopaniem i zbadaniem ruin Troi, a także Myken, miejscowości związanych z akcją poematu Homera.
Schliemann swój talent językowy wykorzystał do realizacji swych marzeń. Gdyby nie jego mania językowa, Troja być może jeszcze przez wiele stuleci nie zostałaby odkryta. Troja była jego idee fixe już od dzieciństwa. Z myślą o niej uczył się, tłumaczył, badał obcą literaturę. Jego przykład dowodzi, jakie znaczenie ma świadomość celu dla jakiego uczymy się języków. Cel jest najsilniejszą motywacją.
Informacje zaczerpnięte z: Jak zostać poliglotą, Krajowa Agencja Wydawnicza 1983, s. 191 – 218.

Jedna odpowiedź do “Najwięksi poligloci”

  1. forskolin pisze:

    W wielu tematach się z Tobą bym zgodził, tak sądzę,
    po przeczytaniu. Mam nadzieję, że nie przestaniesz nagle pisać jak to robi większość.
    Czekam na więcej

Dodaj komentarz